Zapuszczając się w obcych gór twory,
Konkwistador zagubił się stary,
W dymnym niebie pławiły kondory,
Śnieżne czapy nad głową wisiały.
Osiem dni przyszło wieść głodne życie,
Konik zdechł, lecz pod wielkim wykuszem
Odkrył w miarę przytulne ukrycie,
By przy sobie wciąż mieć drogą tuszę.
Spędzał dnie przy uschniętym figowcu,
W pieśniach sławił słoneczną Kastylię,
We wspomnieniach znów był na żaglowcu,
Widział muszkiet, a czasem mantylę.
Arogancki był wciąż i spokojny,
Nie znał strachu, nie żywił też złości,
Przyszła śmierć i wojownik dostojny
Pozwał ją, by zgrała z nim w kości.